Strona główna » NOWOŚCI » RECENZJA SHIHAN JANA DYDUCHA

RECENZJA SHIHAN JANA DYDUCHA

2010-01-07 22:36:35

W koncu pazdziernika 2009 roku dotarla do mnie recenzja mojej ksiazki "Tradycyjne kyokushin karate" autorstwa shihan Jana Dyducha. To pierwsza i jedyna jak dotad obszerna i rzeczowa relacja, i ocena mojego dziela.

Orginalna interpretacja zarowno moich osobistych dylematow zwiazanych z karate oparta o paralele odwolujace sie do greckich i rzymskich mitow starozytnosci, podnosi wartosc tego tekstu. Symbolika karate - trening i zwiazane z nim wartosci, jak rowniez wysilek ktorego celem jest trwalosc efektow oraz dorobek, ktory wytrzyma probe czasu, to mysli ktore nieustannie mi towarzysza. Tak bylo tez podczas pisania tej ksiazki, a recenzja shihan Dyducha w jakis sposob do tego nawiazuje.

 

Jan Dyduch

TRADYCYJNE KARATE KYOKUSHIN


Na polskim rynku czytelniczym ukazała się książka Piotra Szeligowskiego pt.” Tradycyjne karate kyokushin, budo i walka sportowa”, będąca jednym z pierwszych rodzimych podręczników adresowanych do instruktorów tej dyscypliny. Autor posiada mistrzowski stopień 4 dan i jest utytułowanym zawodnikiem, medalistą mistrzostw Europy, Pucharu Świata, Pucharu Europy i mistrzostw Polski. To także wieloletni instruktor, a następnie trener II klasy w karate, doświadczony arbiter, sędzia wielu krajowych i międzynarodowych zawodów sportowych.
W latach 1994-2007 był Reprezentantem Krajowym Kyokushin IFK w Polsce.
Szeligowski jest absolwentem Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu oraz Studium Medycznego Fizjoterapii w Zabrzu. Obecnie mieszka w Szwajcarii.
Książka została pierwotnie wydana w wersji angielskiej, ale po rozszerzeniu o polską problematykę, ukazała się także w ojczystym języku.

Podręcznik składa się z trzech głównych części i epilogu.
Pierwsza część opowiada o Budo karate, w której autor omawia cywilizacyjne tło powstawania i ewolucji samej dyscypliny, mającej ścisły związek z kulturą, religią oraz politycznymi dziejami Okinawy i nowożytnej Japonii. Szczególną rolę odegrała tu tradycja samurajów- rycerstwa Kraju Kwitnącej Wiśni z ich kodeksem Bushido na czele.
Autor wskazuje na historyczne i etyczne związki karate z tradycją plebejską, a także
przedstawia syntetyczny opis głównych odmian karate, genezę Kyokushin karate, charakterystykę samego stylu i jego twórcy - Masutatsu Oyamy.
W tym rozdziale Szeligowski szeroko opisał system szkoleniowo-kwalifikacyjny, obowiązujący w organizacji IFK Kyokushin, zamieszczając liczne fotografie podstawowych technik i kombinacji. Poświęcił wiele uwagi formom (kata), ćwiczonym w karate Kyokushinkai, przedstawiając ich pochodzenie, filozofie, typologię i zasady praktykowania. Zaprezentował także ćwiczenia oddechowe oraz wybrane techniki samoobrony stosowane w IFK Kyokushin.

Drugi rozdział książki autor poświęcił w całości walce sportowej w karate (kumite). W tym zakresie sięgnął do swojej pracy podyplomowej, napisanej na studiach trenerskich w AWF w Poznaniu. Wskazał w niej zastosowanie podstawowych elementów teorii sportu i fizjologii wysiłku fizycznego w treningu karate na poziomie mistrzowskim.
Omówił także, ilustrując zdjęciami, etap przygotowania technicznego i taktycznego zawodnika do walki. Tym analizom nadał dodatkowo wymiar osobisty, odwołując się do własnych doświadczeń turniejowych. Autor szczegółowo przedstawił znaczenie przygotowania psychologicznego i intelektualnego zawodnika do rywalizacji sportowej, podając praktyczne rady oraz sprawdzone metody treningu mentalnego.
Na zakończenie tej części, Piotr Szeligowski zaprezentował swój szczegółowy program treningowy do Mistrzostw Europy w Cardiff (1995), w czasie których wywalczył złoty medal.

Trzeci rozdział książki pt.”Moje karate” oraz epilog, zasadniczo wychodzą poza dotychczasową formułę podręcznika, gdyż obfitują w wiele osobistych refleksji autora, związanych z jego działalnością w Polsce. Zawierają przemyślenia na temat współczesnego sensu karate oraz związanymi z tym zagrożeniami i wyzwaniami. Wymykając się standardowym kanonom recenzji, pozwalają na omówienia ich w szerszym i mniej formalnym kontekście.
Przy takim założeniu, polska edycja” Tradycyjnego karate kyokushin” autorstwa Piotra Szeligowskiego, jawi się, jako symboliczne rozliczenie się autora z przeszłością w karate. To swoistego rodzaju szkoleniowy testament pozostawiony instruktorom i zawodnikom IFK Kyokushin w Polsce, ale także pożegnalny gest skierowany do współpracowników i szkoleniowców z innych organizacji karate kontaktowego w rodzinnym kraju.
Książka, pisana w sytuacji otwarcia nowego etapu życia osobistego w Szwajcarii, jest nie tylko autorefleksją nad tym, co było, ale również próbą zasygnalizowania chęci przeprowadzenia zmian w nowej rzeczywistości.

Poszukiwania przez autora własnej tożsamości, z kodeksem Bushido w tle, mają swoje wdzięczne paralele w starożytnej kulturze Greków i Rzymian.
W swoim rozliczeniu z przeszłością, Piotr Szeligowski najbardziej kojarzy się z mitologicznym Marsem, silnym i spontanicznym bogiem wojny, wojownikiem i tancerzem. Zarówno wtedy, kiedy jako młody zawodnik zdobywał medale prestiżowych turniejów, jak również jako lider organizacji i utytułowany trener, kiedy nie bał się stanąć do twardej walki sportowej ze zwykłymi zawodnikami. Jego rozwój fizyczny ściśle wiązał się z emocjami. Podobnie jak Mars, u którego opiekowanie się innymi leży w boskiej naturze, autor dbał i nadal dba o swoich uczniów i współpracowników z Polski, których szkoli w okresach wizyt w rodzinnym kraju.
Szeligowski objawia w sobie również archetyp mitologicznego Merkurego, posłańca bogów, przewodnika dusz, informatora, protektora sportowców i podróżnika; poprzez jego mistrzowski sposób komunikowania się z ludźmi i w częste podróżowanie po świecie. Przemieszczając się sprawnie, robi to zarówno bezpośrednio, jak również poprzez publikacje i aktywność w Internecie. W tym drugim przypadku jego riposty i rzeczowa argumentacja znacznie wyrastają ponad poziom anonimowych adwersarzy. Często sprawdza, ale i przekracza granice w poszukiwaniu efektywnych rozwiązań. Niezależnie od tego, czym są te granice. Dąży do budowania relacji między ludźmi i do porozumienia. Chętnie dzieli się zdobytą wiedzą. Kiedy osiąga sukces to dlatego, że problemy rozwiązuje dzięki swojej twórczej pasji, dociekliwości charakterystycznej dla badacza, ale i komercyjnemu zacięciu.
Współczesny, patriarchalny świat, z pieniądzem jako miernikiem wartości i konformizmem, jako metodą przetrwania, z równoczesnym brakiem uznania dla archetypu Marsa, powoduje w Piotrze Szeligowskim proces indywidualizacji, a co za tym idzie, potrzebę zmiany swojego życia. Temu, co było, chce przeciwstawić niespełnione marzenia i nadać im realny sens. To, kim chciał być i to jak widzieli go inni, pewnie różni się od jego własnego wyobrażenia o sobie. Idea zgodności myśli, słów i czynów- cechy charakterystyczne dla autorytetów- jest też źródłem szczęścia u każdego człowieka, żyjącego w harmonii. Ale sama idea nie wystarczy. Trzeba mieć jeszcze wolę do działania na drodze do poznania swojej tożsamości. Jak twierdzi Piotr Szeligowski, takich wyzwań nie boi się i dopóki żyje, będzie walczył.
Odrodzona chęć do pracy naukowej, znamionuje uaktywnienie się u autora archetypu Apollona, boga słońca, sztuki, jasnowidzenia i łucznictwa. Podobnie jak jego młodszy brat Merkury, ma on m.in. wielką zdolność racjonalnego, przyczynowo-skutkowego i perspektywicznego myślenia. Jego cele są realistyczne i wymagają, jak u łucznika, silnej woli, dobrej formy i stałej praktyki. Archetyp Apollona jest także dostrzegalny u autora w podjęciu przez niego trudnych studiów filozoficznych, a co za tym idzie, poszukiwaniu odpowiedzi na najważniejsze pytania nurtujące człowieka.

Życiorys autora, podobnie jak napisana przez niego książka, wskazują na to, że został on w znacznym stopniu ukształtowany w obszarze sportowego karate Kyokushin. W znacznym, bo jak wielu innym ekspertom sztuk walki, towarzyszy mu dylemat związany z rolą współzawodnictwa w praktykowanym przez niego karate-do.
Ewoluowanie całej dyscypliny w kierunku sportu nie musi jednak oznaczać deprecjacji wartości, które leżą u jej podstaw, jako sztuki walki. Rozwój pożądanych cech przywódczych u instruktora, czy trenera sportu w naturalny sposób wychodzi naprzeciw wartościom tradycyjnego modelu mistrza i nauczyciela karate-do, a zarazem pozwala na dojrzale i efektywne kierowanie zespołem zorientowanym na współzawodnictwo. Jednoznaczne zwrócenie się w stronę wyczynu sportowego, tak jak jego całkowite odrzucenie i skierowanie praktyki w kierunku mistycznego Buddyzmu-Zen (Budodharma), są rozwiązaniami skrajnymi. Dla uzyskania harmonii w tym zakresie, ogromną rolę do odegrania mają sami instruktorzy i nauczyciele karate-do oraz ich przewodnicy duchowi.

Autorowi, podobnie jak wielu, potrzebny jest ideowy mentor i doradca. Jak sam twierdzi, Hanshi Steve Arneil – jeden z najważniejszych pionierów i liderów Kyokushinkai na świecie, stał się dla niego źródłem nieustającej inspiracji i wiedzy o karate. Arneil to jeden z Wielkich Mistrzów, który niczym mitologiczny Hefajstos, bóg kowalstwa, wynalazca oraz twórca pięknych i użytecznych rzeczy, pomimo ojcowskiego namaszczenia ze strony Masutatsu Oyamy, był przez niego ograniczany i marginalizowany, a w końcu całkowicie odtrącony. Z dala od tokijskiego Olimpu, wybrał samotność i rzemiosło w swej brytyjskiej kuźni, oddając się z jeszcze większą pasją codziennej pracy. To dzięki niej, zdobywał już wcześniej szacunek i podziw innych. Stworzony przez niego oryginalny systemy szkolenia, dwudziestostopniowy model nadawania stopni uczniowskich i mistrzowskich czy też podręcznik „Kyokushin Kata Book”, to niezwykle cenne a zarazem porządkujące pozycje nie tylko dla przedstawicieli tego stylu karate. Steve Arneil, nielubiący konfliktów, świadomy kryzysu w rodzinie Kyokushinkai i spadku autorytetu wielu japońskich liderów, poszukuje kompromisów, otwiera się na współpracę i sprzyja rodzącej się sportowej integracji na poziomi międzynarodowym. Steve Arneil ze swoim archetypem Hefajstosa, to rzemieślniczy arystokrata z Europy, wyróżniający się pośród książąt Kyokushin z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Jaką szansę ma tradycyjne karate Kyokushin na renesans?
Czy jest możliwe moralne odrodzenie w całej dyscyplinie?
Stawiając to pytania, nie można nie zauważyć, że większość konstruktywnych pomysłów w kwestii integracji sportowej i odnowy płynie z Europy. Japońskie metody działania, pomimo popularyzowania standardów demokracji, to w dalszym ciągu przejaw odrębnej mentalności. Masutatsu Oyama, który pod koniec swojego życia dużo pisał o wartościach duchowych i filozoficznych w Budo, niestety nie wykreował charyzmatycznego następcy.
Znamienne jest też to, że to właśnie Japończycy rozpoczęli stopniowy demontaż IKO Kyokushinkai-kan poczynając od zakończonych sukcesem, I Otwartych Mistrzostwach Świata w Tokio, w 1975 roku. Zrobili to najlepsi i najbliżsi współpracownicy oraz instruktorzy Masutatsu Oyamy. W wyniku działań samego Sosai odszedł także wierny mu Arneil. Po śmierci Masutatsu Oyamy światowy Kyokushin znów podzielili między siebie sami Japończycy. Z założeniem niezależnych struktur długo nie czekali też młodsi championi mistrzostw świata Kyokushinkai. Fakty te są znamienne i nasuwają wiele oczywistych wniosków.
W tej sytuacji, podnoszenie kwestii powrotu do etycznych podstaw Budo oraz tradycyjnego rozumienia karate Kyokushin wydaje się w pełni uzasadnione. Trudno jednak przewidzieć czy Hanshi Steve Arneil będzie mógł przejść do historii, jako naturalny odnowiciel stylu czy też jego kustosz…..
Czy jako Wielki Mistrz zmierzy się z problemem znaczenia i roli sportu we współczesnym karate? Czy będzie potrafił znaleźć kompromis pomiędzy idealistycznym wzorcem Olimpii, a gladiatorskim modelem Colosseum? Godna polecenia książka” Tradycyjne karate kyokushin” autorstwa Piotra Szeligowskiego w pełni oddaje te dylematy.


Kraków, 30 października 2009 r.

Komentarze:

[#1] Jan S., Dodano 2010-09-17 00:10:00
Pierdzielisz Dyduch, anarchomarnytypie. Przeczytaj to sobie jeszcze raz. I przemysl. Te swoje wypociny, oczywiscie.
[#2] Sarna, Dodano 2010-09-28 00:45:41
Mozna boki zrywac ze smiechu ;D ... " anarchomarnytytpie " .... Ale krztyna prawdy w tym komentarzu jest, panie Dyduchu
[#3] krojcyk, Dodano 2010-11-04 20:44:21
No to cie rozgryzli Dudychu.
[#4] R.H., Dodano 2010-11-09 23:29:22
Niech mi Pan wybaczy, ale recenzja Pana Dyducha do Pana ksiazki ma sie tak jak poruszanie sie Konichiki (zwlaszcza w jego ostatnim okresie walk) do gracji ruchow Bruce'a Lee. Trudno wiec sie dziwic zgryzliwym komentarzom recenzji p. Dyducha. Aczkolwiek Pana ksiazka tez nie jest wolna od bledow i pewnego typu malostkowosci. Niemniej uwazam Pana, Pana zycie i tworczosc - bo na poziomie Pana umiejetnosci, doswiadczen i w tej chwili juz przekazywania, dzielenia sie nimi tak to mozna chyba nazwac - za naprawde interesujace. Imponuje Pana wszechstronnosc, chec poszukiwan i odwaga (aczkolwiek moze mozna bylo dobitniej) powiedzenia nie dinozaurowskim, zesmoczalym strukturom ...
Bardzo serdecznie Pana pozdrawiam mistrzu Piotrze Szeligowski.
Ric
[#5] admin, Dodano 2010-11-10 00:56:36
Nie dziwie sie komentarzom, nawet tym zgryzliwym, to czesc internetowego zycia. Kazdy kto cos pisze to sobie laurke wystawia. A ten kto sie boi swoim imieniem i nazwiskiem podpisac slow napisanych za bojazliwego uchodzi. Uzyte porownania bez podparcia przykladami sa malo wartosciowe. Tak samo jak bardzo ogolno-ogledne pisanie. Tym nie mniej pieknie dziekuje za wyrazone zdanie.
[#6] R.H., Dodano 2010-11-11 01:14:28
...madrej glowie dosc ... po slowie (lub ... raz palka w leb, jak kto woli). Chyba nie wszystko zawsze trzeba wyluszczac i wyoslac. Umiejetnosc czytania miedzy wierszami usuwa te koniecznosc. Pokora i uwaga, nie tylko zapatrzenie w siebie, pozwalaja ja opanowac.
[#7] admin, Dodano 2010-11-11 08:39:42
Drogi RH ja jestem mistrzem pisania i czytania wprost. Kazdy kto nie potrafi pisac wprost - bo sie wlasnych slow boi lub nie ma po prostu umiejetnosci - automatycznie pisze miedzy wierszami. Takie pisanie to jest sztuka, ktora wiele czasu i pracy, zeby ja OPANOWAC. Pokora i uwaga pozwalaja ta umiejetnosc rozwinac, ale wazniejsza jest aktywna praca, ktora pokore i uwage dominuje. Niezadowolonych z zycia wlasnego i cudzego jest cala horda, wiec nie ma sie co przejmowac ich zgryzliwymi komentarzami, zwlaszcza anonimowo pisanymi. Moze cos bys napisal o moich bledach w ksiazce, chcialbym sie od nich uwolnic.
[#8] Tomasz I.P., Dodano 2010-11-11 17:19:49
Moge sie tu wtracic ? to uwazam samozwanczy mistrzu pisania, ze cos ty tu sie placzesz w zeznaniach i potykasz o wlasne wyraziki. I chyba nie bradzo wiesz co tu chciales powiedziec. Ile to jest horda, nawet cala ? A ten styl pozal sie panie boze. Widac ze ksiazeczka byla napisana z duza pomoca, nie tylko boza. Czego mistrzowi nie brakuje to na pewno tupetu. i checi zdominowania innych. ale zycie to nie dodzo, tu potrzeba czegos wiecej niz tylko wydawania kapralskich komend, tu sie nie da kazdego ot tak sobie bezkarnie kopnac w tylek. cos mi sie wydaje, ze nasz mistrz tutaj musi miec spore kompleksy.
Nie martw sie RH, grunt to sie nie dac. Grunt to sie nie dac oglupiac krzykaczom. Juz cie przeciez nawet zaczynaja cytowac, czyli masz cos do powiedzenia. A mistrz niech sie dalej uczy , przeciez mistrzostwa, idealu nie da sie osiagnac nigdty, tak czy nie ?
[#9] j.n., Dodano 2010-11-12 14:45:33
tak
[#10] j.n., Dodano 2010-11-12 14:51:06
to znaczy nie, nie da sie

Dodaj nowy komentarz

© 2012 Piotr Szeligowski
Agencja Reklamowa VERT