„Trenuj tak, abyś mógł przyjąć każdy cios przeciwnika, atakuj w taki sposób, abyś nie musiał przyjmować następnego ciosu”.
Gogen Yamaguchi
„W życiu liczą się tylko dwie możliwości – zwycięstwo lub klęska, reszta jest bez znaczenia”
Masutatsu Oyama
„Siła w judo bierze się z techniki”
Waldemar Legień
W karate też nie chce być inaczej.
Dziękuję serdecznie Markowi za wpis do mojego newsa o filmie mae geri na youtube. Cenny komentarz. Czuje się trochę znowu jak brązowy pas, gdy musze odkrywać sekrety skutecznej techniki.
Raz jeszcze. Jak to zwykle bywa – zdania ekspertów są podzielone.
Sięgnę z lenistwa do tego co już napisałem, a co niedługo będzie można znaleźć w mojej książce.
W karate chodzi o to, żeby technika była skuteczna. Więc leci to mniej więcej tak:
Skuteczna technika walki
Jest warunkowana przez zespolenie trzech elementów:
SIŁA – to cecha zasadnicza skutecznej techniki. Słaba technika nigdy
nie będzie skuteczna, nigdy nie będzie techniką nokautującą,
powodującą bezpośredni fizjologiczny efekt w postaci
niezdolności przeciwnika do walki,
SZYBKOŚĆ – to cecha równie ważna jak siła. Szybkość decyduje o tym
czy technika będzie trafiać w obszar nie broniony przez
przeciwnika, wyprzedzając jego reakcję i zdolność do
skutecznej obrony. Jest również kluczowym elementem
techniki w defensywie (blok, zejście z linii ciosu),
PRECYZJA – to trzeci niezbędny element techniki skutecznej, bez niego
można wykonywać setki silnych i szybkich ruchów, które
osłabią przeciwnika, ale go nie znokautują. Precyzja
połączona z wiedzą na temat słabych punktów przeciwnika,
prowadzi do zwycięstwa.
Utrata choćby jednego z trzech elementów powoduje, że technika traci swą skuteczność. Sama szybkość i precyzja bez elementu siły nie gwarantuje skuteczności techniki, zwłaszcza przy odpornym, silnym przeciwniku. Mocna i precyzyjna technika, gdy będzie wykonana zbyt wolno również jest nieskuteczna - przeciwnik zdoła jej uniknąć. Mocna i szybka technika, jeśli nie będzie atakować precyzyjnie konkretnych obszarów ciała przeciwnika, również nie będzie skuteczna.
Obserwacja przeciwnika w walce, jak również programowanie wykonania własnego ataku musi opierać się o wszystkie trzy wymienione wyżej elementy.
Tyle autor.
Wracając do komentarza. Żadnej tezy komentarza nie da się utrzymać, a już na pewno tej, że w zależności od tego czy kopiemy nogą wykroczną czy zakroczną, inaczej ustawiamy stopę. To jeden z wielu mitów nie liczących się kompletnie z anatomiczną budową człowieka, jego motoryką, nie wspomnę o założeniach Kyoku-shin karate, gdzie zmierzamy do ekstremum - w treningu i w walce. Kopiemy tak, żeby przeciwnik złamał sobie rękę blokując mae geri, albo dajmy sobie spokój z karate, Kyokushin karate.
Tsuki to tsuki, a mae geri to mae geri. Nie można stosować dwóch zasad do jednej rzeczy. Brak logiki. To karate po polsku.
Skręt stopy, ruch biodra jest istotnym, jeśli nie fundamentalnym wzmocnieniem techniki.
Zwłaszcza przy kopnięciu nogą zakroczną, gdy mamy potrzebny dystans na ten manewr. Istnieje wiele różnych wariantów kopnięcia mae geri, ale sposób jest tylko jeden.
Patrz np. David Cook - Mas Oyama’s Kyokushin Karate – zastosowania mae geri – str.46.
Zobacz też Shigeru Oyama – Perfect karate, str. 36, z wyraźnym poleceniem, „as the heel of your pivot leg turns, send hip power through the ball of the foot in your kicking leg”,
albo Tadashi Nakamura – Technique and Spirit, str. 100,
no i Masutatsu Oyama – Mastering Karate – str. 52, 53.
Mae geri to klasyka ofensywnej techniki. Przy dynamicznym kopnięciu stopa nogi podporowej właściwie sama się skręca. Trzeba by użyć siły żeby ten ruch powstrzymać, ale wtedy kopnięcie jest zupełnie bez sensu.
Bezpieczeństwo w walce wynikające z użycia mniejszej siły to jakaś niedorzeczność, iluzja, której nie jestem w żaden sposób zrozumieć. Osobiście bezpiecznie się czuje jak przeciwnik leży nieruchomo, twarzą do ziemi. Ale do tego potrzebne jest wcześniej konkretne mae geri.
To kwestia filozofii walki. Jestem pewien, że Oyama, który wygrał wiele pojedynków, kończąc wiele walk jednym ciosem, mógł tego dokonać używając swojej niezwykłej siły, z której słynął.
Jego karate - walki, trening, podejście do życia miał ekstremalny, ultymatywny, bezkompromisowy wymiar. Nie ma tu nic z kalkulacji, asekuranctwa, kunktatorstwa. Widzę jednak, że sporo się zmieniło.
Nie można przenosić zasad ruchu występujących w innych dyscyplinach
sportowych, jeśli karate traktuje się jako sztukę realnej walki.
Wydawało mi się, że za wyprost nogi w stawie kolanowym odpowiada mięsień czworogłowy uda, ale może się coś zmieniło. Sorry. Idąc dalej, sięgając głębiej – na przykład, metodę wyizolowania pracy mięśniowej wypracowali kulturyści i to w latach 60-tytch. Kulturysta Larry Scott po raz pierwszy użył skośnej ławki, zwanej popularnie „modlitewnikiem”, do rozwoju siły i masy mięśniowej mięśnia ramiennego i dwugłowego ramienia. Do dziś to jedna z najbardziej efektywnych metod treningowych dla mięśni ramion. Każdy, kto trochę się zna na treningu ciężarowym nie będzie zaprzeczał. Podobnie sprawy się mają z innymi rzeczami dotyczącymi fizjologii wysiłku, teorii sportu, biomechaniki, techniki walki, kształtowania cech motorycznych, itp. Wymieniać mogę długo.
Mniej więcej istnieją te same zależności, jeśli chodzi i podobieństwa sposobie poruszania się, ataku, pracy grup mięśniowych, na przykład w szermierce i karate. Jest cała masa różnych dyscyplin, z których można korzystać, analizując poszczególne struktury ruchowe, pracę mięśniową i metody treningowe. Wszystko w celu zwiększenia efektywności w treningu w karate. Czemu z nich nie skorzystać, jeśli się okazuje, że można dzięki nim kopać szybciej, mocniej, dokładniej, itp.
Sport się cały czas rozwija, tak jak mówiłem – całe sztaby ludzi pracują, nad tym żeby urwać jedną setną sekundy. To, że w większości szkół karate nie ma tak naprawdę prowadzonych żadnych prób poszukiwań, które byłyby poparte jakimiś badaniami i stosowaniem rzetelnej naukowej wiedzy to dramat. Efekt jest taki że ktoś wymyśla jakieś dyrdymały, a reszta słucha tego jak objawionego tekstu. W zupełnym oderwaniu od rzeczywistych możliwości.
Specyfika karate, pojmowanego jako walki na śmierć i życie nie dopuszcza nadmiernego ryzyka. Siła techniki to nie jedyne kryterium, o wiele ważniejsze jest bezpieczeństwo.
To już zupenie jest bez sensu. Nawet ćwicząc walkę na sali treningowej, czy startując w zawodach to ryzyko się natychmiast pojawia, gdy stajesz naprzeciw drugiej osoby gotowej jak Ty walczyć. Walka na śmierć i życie jest ex definitione sprawą ryzykowną, a jedną z możliwych konsekwencji jest śmierć. Nie podejmujesz ryzyka w walce – zginiesz szybciej niż można przypuszczać. Bezpieczniej jest nie walczyć. Jak walczysz i chcesz wygrać, musisz użyć wszystkich swoich atutów, a siła jest jednym z nich.
Będziemy spoglądać w górę ku prawdziwej mądrości i SILE…
czyli na stronę internetową sensei Piotra :)