Andrzej Drewniak niestrudzenie od blisko czterdziestu lat promuje Kyokushin Karate. Od siedemnastu lat Kraków wytrwale promuje również Kyokushin w wersji IFK, sprzedając książkę do kata Steve Arneila. Szkoda tylko, że sam zainteresowany – autor nic o tym nie wie. To znaczy już wie, bo ostatnio otrzymał ode mnie przesyłkę z tzw. zakupem kontrolowanym, wraz z dokumentem zapłaty, zdjęciami i innymi dokumentami. O ile jeszcze parę lat temu dochodzenie praw autorskich w Polsce było mało skuteczne, o tyle od momentu wejścia do UE, procedury stały się prostsze, ale też bardziej kosztowne.
W 1996 roku moja organizacja (IFK) wygrała proces przed Kolegium Orzekającym Urzędu Patentowego w Warszawie w sprawie zastrzeżonych przez Krakowski Klub Kyokushinkai (czytaj Andrzeja Drewniaka) znaków i nazw Kyokushin.
Orzeczenie było jednoznaczne i ma od lat prawomocny charakter. Znaki Kanku i kaligrafia Kyokushinkai oraz nazwy nie są już przez nikogo zastrzeżone. Każdy może ich swobodnie używać, produkować i sprzedawać.
Ciekawe jak to jest, że bez większych oporów można zarabiać na sprzedaży książki kogoś, kogo publicznie się określało jako „człowieka nadużywającego alkoholu”. Cóż podłość nie zna żadnych barier, ale kiedyś przyjdzie dzień, w którym trzeba się będzie z tego publicznie tłumaczyć.
Może całkiem niebawem.
Pozdrawiam. OSU!